Mam na imię Stefan, niektórzy wołają mi Ciastek, liczę sobie jakieś ćwierć wieku: . Będę wrzucał tu swoje wiersze, może nie są najlepsze, ale kilku osobom się spodobały: mam nadzieje, że wam również. ZABRANIAM KOPIOWANIA I POWIELANIA TEKSTóW BEZ MOJEJ WIEDZY.
Kategorie: Wszystkie | Erotyki | Mroczne | O miłości | O stanie Umysłu | Różne
RSS
czwartek, 03 lipca 2008
Podaj mi dłoń

Proszę

Podaj mi dłoń

Zaprowadź mnie tam

Gdzie szczęście me śpi

Zbudzimy razem je

Tak Ty znasz drogę tam

Gdzieś mapę skrywasz

Nie wiesz gdzie

Lecz ja wiem

Wystarczy, że podasz mi dłoń

I sen spełni się

Wystarczy razem iść

Tylko tyle

Przy Tobie być

Gdy budzisz się

Gdy powieki zamykasz

Twój oddech czuć

W Twym zapachu pławić się

Wystarczy, że podasz mi dłoń

A i ja do szczęścia poprowadzę Cię

Z jego szczytów świat oglądać będziesz

A od gwiazd tylko krok będzie dzielił nas

Wiec

Proszę

Podaj mi doń

Niech szczęście zasypie nas

sobota, 02 lutego 2008
jak ja nie lubię tego:P
zgodnie z tytułem wrecz nienawidze gdy wszystko w tym zamęcie stae sie bardziej zkrecone a jednocześnie sie prostuje!!!!!!!!! tak proste a tak trudne tak nie wiele do szczęscia a tak daleko do niego hmmm che tego......
sobota, 10 listopada 2007
Qazimodo
 

Ja Qazimodo

Niby człowiek

Szpetotą nieludzką okryty

Do Ciebie nocami szepce

Za belki spoglądam na Twa urobę

Ze świadomościa to robię

Że grzesze myśląc o Tobie

Pokusa zbyt wielką się staje

Gdy na odległośc reki

Zakazany owoc wciąż pozostaje

Zawstydzony za Ściana się chowam

Widok mój odrzucający

Zniesmaczenei u widza wywołuje



Lecz mam tez druga naturę

Wnętrze przez nikogo nie odkryte

Łągodne spokojne

Ono kochać mi pozwala

Słońcem się zachwycać

Płatek śniegu szanować

Ona pozwala mi Cie miłować

Serce nie zbeszczeszczone

Czysteym uczuciem się kieruje

To wszytko z miłości

Gdy oknem wyskakuje

Na śmierć się skazuje

Tobie wolność podarowuje



Esmeraldzie na zamówienie :P


niedziela, 17 czerwca 2007
Tak bardzo pragnę

Tak bardzo pragnę

Zapach Twój łapczywie wdychać

W Twych oczach jak w morzu pływać

Tak głęboko się w nich zatracić

Świat cały za sobą zostawić

Tak bardzo pragnę

W Twym zapachu się pławić

Bawić się nim jak dziecko piachem na plaży

Głębię Twych oczu odkrywać

W nią tylko się wpatrywać

Tak bardzo pragnę

Za dłoń Cię trzymać

Policzkiem do Twego dotykać

Twój głos niczym śpiew Syreny

Chcę żeby mam dusze wypełnił

Tak bardzo pragnę

Świątynie największa zbudować

Ołtarz w niej najpiękniejszy wznieść

Na Twój hołd ofiary darować

Na pohybel bogom a Twoją cześć

Tak bardzo pragnę

Przy Tobie być

W Bezkresnym Oceanie

W Bezkresnym Oceanie pływam

Zanurzam się w nim z rozkoszą

Mój katamaran wiatr chwyta

Fale przecina

W Bezkresnym Oceanie pływam

Fala me ciało opływa

Ciepło życia członkom ciała daje

Życie szczęściem uczynniając

W Bezkresnym Oceanie pływam

Ciepło jego źródłem uniesienia

Gdy w fale kadłubem się wbijam

Do nieba się przybliżam

W Bezkresnym Oceanie pływam

W źrenic Twych oceanie

Tak wiele słów

Tak wiele słów

Tak wiele słów chciałbym Ci powiedzieć

Lecz każde do głowy przychodzące

Wydaje się zbyt banalne, zbyt proste

Tak wiele rzeczy chce Ci powiedzieć

Lecz słów mi braknie i tylko jedno

W głowie tkwi Tęsknie – Pragnę

Proszę cię stań się woda życia

Jak zagubiony na pustyni wody,

Tak ja Ciebie pragnę

Stań mi się wiatrem

Co do właściwego portu mnie zabierze

Stań się tchnieniem Boga, co życie daje

Wznieś mnie do gwiazd najjaśniejszych

Pozwól mi nieba sięgnąć

Niech Twe ramie wsparte na mym boku

Stanie się pomostem do wspólnego szczęścia

Głos Twój niech pozostaje śpiewem Syreny

Pieśnią, co zapomnienie i zatracenie daje

Smak Twych ust niech miodem pozostaje

Błysk Twych źrenic niech słońce przyćmiewa

A ich piękno gwiazdy całunem wstydu okryje

Dotyk Twój niczym dotyk Boga

Uśmiech Twój koi zmęczone oczy

 

 

Tak wiele słów a tak niewiele mówią

Tak wiele słów a i tak nie mówią tego, co pragną

sobota, 31 marca 2007
Niewolnik

Niewolnik

Ten, co kajdany ze stali go trzymają

W okowach i więzach żyje

Codzienność szara i monotonna

Zabija go każdym zachodem Słońca

Lecz czy w tej niewoli smutek tylko?

Wszak w tym stanie wolność jest

Każdy wchód słońca nadzieje rodzi

Tylko nie dziś

Blask gwiazd skrzydeł dodaje

Łańcuch przecież długi jest

I ku niebu wzbić się pozwala

Lecz gdy napręża się

Szarpnięcie stawy wyrywa

Z łoskotem o Ziemie wówczas uderza

Słychać tylko trzask pękanych kości

A na ciele nowa blizna powstaje

Jątrzy się i ropę wylewa nie goi się

Pan jego tak miłosierny jest

I uśmiech wdzięczny mu posyła ze swe oddanie

poniedziałek, 22 stycznia 2007
Cierń

Jeden drobny zdałoby się cierń

I tylko lekko palec nakłuł

A ranka zdałoby się drobniutka

Jednak tak głęboka jest

Że aż serce na wskroś rani

Niczym miecz mą dusze przenika

Jak jad zatruł me trzewia

Me ciało w konwulsjach się wije

Ból pulsuje w żyłach

A tętnice do mózgu go tłoczą

Skurcze mym ciałem miotają

Jak demon opętanym ciałem

 

 

Jedno słowo a bólu przysporzyło

Mąci umysł i serce

Jedno słowo, że źle jej tam

A mój spokój znów zburzyło

Zdawało mi się ze zapomniałem

Jednak wystarczyło, że wiem

Iż Cierpisz i Twe Cierpienie

W jednej chwili moim się stało

I Już łza w oku się kręci

Tak bezradny jestem

Nie potrafię pomóc

Ani wsparciem być odpowiednim

O czemuż nie możesz być Tulipanem

środa, 25 października 2006
Mój Atonie

O Atonie

Ty przechadzasz się po nieboskłonie

Tyś przyczyna i celem wszelkiego istnienia

Dzięki Tobie nowy świt się staje

Świat nowe barwy przybiera

Tobie Hymny kapłani śpiewają

Tyś natchnieniem poetom

Gdy w Twą tarczę spoglądają

O dawco wszelkiego życia

Z miłosierdziem na dzieła swe spoglądasz

W miłości świat kreujesz

Choć imię Twe z miłością wspominam

Choć cześć Ci najwyższą oddaje

Ty ciepłem swym mnie nie ogrzewasz

Daleko od Ciebie zostaje

I choć czasem promień Twój

Mój świat rozgrzewa

Na chwilę krótką to się staje

O ześlij mi swe cielesne oblicze

Aby mogło mnie grzać w zimowe noce

 

ps

To wcale nie jest pogańska modlitwa

poniedziałek, 16 października 2006
??? 1998

Słońce dziś wcześnei wstało

A przecież  pięknie wschodziło

J cóż z tego ?

Skoro jej przy mnie nie byo

Przez te kilka miesięcy nic się nie zmieniło

Jedną miłoś więcej sie przydarzyło

Miłośc jedna odeszła - druga przyjśc raczyła

Choć bardziej bolesna to jednak przybyła

Słońce dziś póżno zaszło

a przeciez pięknie zachodziło

I cóz z tego?

Przecież Cię przy nie nie  było

 
1 , 2